Norweski problem
Długo nie pisałem, bo szczerze mówiąc nie ma o czym. Mam teraz po prostu bardzo fajny czas i staram się korzystać z niego jak najwięcej i jak najbardziej intensywnie. Bo jest po prostu tak jak powinno być.
Ale nie o tym. 1,5 roku temu zafascynowany kultura skandynawską zapisałem się na kurs języka norweskiego. Cudnie było. Jednak Michał zawalił sesję zimową i zaległości które powstały na uczelni spowodowały, że naukę musiał przerwać po pół roku. Potem ceny poszły w górę i stwierdziłem ‘to jebcie się’. Gdy jednak dziś o poranku włączyłem NRK (czyli tamtejszy odpowiednik Polskiego Radia) to miałem łzy w oczach. Sam nie rozumiem czemu, ale pokochałem ten język. Dlatego też bije się w głowę pustym talerzem śniadaniowym i krzyczę ‘czemu durniu wypisałeś się z kursu, czemu!?’.
To jedna z kilku rzeczy, których kurna strasznie żałuję, że dokonałem w stosunku do nich niewłaściwego wyboru.
A jak ktoś nie wie jak brzmi ów język to niech posłucha Kaizers Orchestra w piosence Knekker Deg Til Sists (I tak Cię złamiemy):
