Nic sie nie dzieje
Znaczy no dzieje się, ale o dłuższy wywód pokuszę po sesji, której końca nie widać.
A wy sobie popatrzcie i posłuchajcie:
… bójcie się ![]()
Znaczy no dzieje się, ale o dłuższy wywód pokuszę po sesji, której końca nie widać.
A wy sobie popatrzcie i posłuchajcie:
… bójcie się ![]()
Jechaliśmy z Kuba i jego bratem jakąś wiejską drogą. W zasadzie nie wiem po co i skąd wracaliśmy, ale niepokoiło nas to, że pociąg, na którego wcześniej czekaliśmy był już bardzo spóźniony, a szlabany na przejeździe kolejowym dawno już zostały opuszczone. Gdy oddalaliśmy się od ‘chatki dróżnika’ śmignęły nam najpierw dwie lokomotywy (elektryczna i spalinowa) potem spostrzegliśmy wagony wypełnione węglem, kilka tych osobowych i znowu jakieś towarowe.
Pociąg pojechał, a my trochę poddenerwowani ruszyliśmy dalej.
I nagle okazuje się, że jestem byłym więźniem Fox River, który tym razem udaje się w miejsce swojej udręki z byłymi współwięźniami tym razem w charakterze turysty. Idę z ‘wycieczką’ tymi dobrze mi znanymi korytarzami i dochodzę do jakiegoś dziedzińca, który znajduje się pod ziemią, wydrążonego w skale, a obok płynie jakaś rzeka. Na około pełno skazańców, którzy coś do mnie krzyczą. W tłumie widzę Agę, która krzyczy razem z nimi. Dopiero po chwili łapię o co chodzi. Mam się bić z jakimś murzynem, prawie nagim.
Więc się biję. Idzie mi całkiem nieźle, ku zaskoczeniu zgromadzonej braci i oczywiście mojemu. Spoglądam jeszcze raz na rozentuzjazmowany tłum, Aga krzyczy ‘wpiedol, wpierdol’ i nagle Pan Murzyn zaczyna płakać: ‘I co?! Wydaje Ci się, że wygrałeś?! Ja jestem słaby, ale od niego to dopiero dostaniesz’. Ja patrzę, a z tunelu wychodzi wielki jak !#$ kark. Szerszy niż wyższy. Gotowy do zabijania. Maszeruje ze swoją świtą, ze swoimi sługusami w moim kierunku, zdejmuje bluzkę, podchodzi do mnie i zaczyna mnie lać. Po kilku obiciach ryja stwierdzam, że to nie ma większego sensu więc postanawiam wskoczyć do rzeki. Hopla.
Jestem na schodach w jakiejś klatce, w starej kamienicy. Słyszę strzały. Patrzę na górę, a na ostatnim piętrze Jean Reno z jakąś kobietą (znaczy ja wiem którą, ale nie powiem, bo będzie, że jakiś nie teges jestem) krzyczy do mnie, ‘no chooo, no chooo’. No to zadzieram kiecę i lecę. Wbiegamy do mieszkania. Jakaś studencka stancja. Ów pary już nie ma. Są tylko sami skacowani studenci, z których jeden chce mnie zabić. Nie przejmując się tym specjalnie barykaduję drzwi wejściowe wszystkim czym tylko się da. Ustawiam pod drzwiami ciężkie dębowe meble, które nie wiedzieć czemu spłaszczają się do rozmiarów deski do prasowania, już ktoś chce wejść do mieszkania, a ja… budzę się.
Dziękuję, do widzenia.
![]()
Michał idzie szukać pracy. Michał chce zacząć zarabiać pieniądz.
Oby Michała przyjęli, bo w przeciwnym razie stracą niezwykły skarb. Co nie?
Wczoraj w sklepie monopolowym:
- Poproszę wino czerwone półsłodkie, tak do 20 złotych.
- Mhm, a jakie?
- Czerwone półsłodkie.
- Do jakiej kwoty?
- Do 20 złotych.
Czasem to jak w Monty Pythonie…
Nieodpowiedni człowiek na nieodpowiednim miejscu:
Wysokość należnej gminie kwoty uzupełniającej oblicza się jako iloczyn 17% wskaźnika Gg i liczby mieszkańców gminy oraz ilorazu różnicy średniej gęstości zaludnienia w kraju i gęstości zaludnienia w gminie do średniej gęstości zaludnienia w kraju.
… i nie miej po czymś takim zrytego beretu.
Całkiem lubię jeździć samochodem, prowadzić go. Moja męskość wtedy przybiera na wadze. Zwłaszcza w nocy, gdy ruch jest znikomy, na światłach miga tylko pomarańczowa żarówa. No wiadomo jak jest.
Tego co zdarzyło mi się dziś, można śmiało nazwać przejawem kretynizmu i brakiem koncentracji.
Otóż, radośnie odpalam kluczyk w stacyjce, wrzucam sprzęgło, bieg (o, tatko na wstecznym zostawił) i jedziem na stare miasto. W sumie już ze 2 tygodnie nie prowadziłem, ale dziś jakoś wyjątkowo coś mnie w tyłek uwiera. Jakieś takie toporne to moje Sekundo. Niby jedzie, a tak jakby nie chciał, jak lekko hamulec naciskam, to ten coś za szybko zwalnia. Jednym słowem coś tu śmierdzi (a padlinę usunąłem spod kół, więc o co c’mon?).
I gdyby nie moje omsknięcie się ręki i zahaczenie o coś BEZCZELNIE WYSTAJĄCEGO to pewnie nieświadomy niczego wykonał bym rundę i wrócił do domu pełen obaw nad moją sprawnością w kierowaniu pojazdu.
Cóż takiego odstawało koło skrzyni zmiany biegów?
Michał z zaciągniętym ręcznym hamulcem przejechał pół miasta. Powiem Wam, że jak już go zwolniłem to tak jakoś lepiej mi się jechało………
Dnia wczorajszego, po podniesieniu tyłka w okolicach godziny 11 pełen optymizmu i chęci do robienia rzeczy różnych postanowiłem zainwestować w markę Ptaszyński i wydałem na ten cel prawie 50 zyli. A co?!
Po długich i żmudnych konsultacjach z Banachem na temat wyboru domeny internetowej, która by w sposób pośrednio lub bezpośredni określała mnie jako osobę ciepłą, otwartą, kreatywną (nie rozumiem czemu pojawiła się propozycja chuj.com) SAM doszedłem do wniosku, że najlepszą z najlepszych będzie pixelvirgin.com Sposobów na wyjaśnienie tej nazwy jest wiele. Nie będę się nad tym rozwodził, bo i po co?
Czemu to robię? Bo i w końcu należy się jakoś określić. Skoro mieszanie warstw, dodawanie filtrów, itd. sprawia, że dostaję czegoś na kształt orgazmu, to chyba tą drogą należałoby pójść. A więc idę.
I jeszcze jedno. Kochani, ja… ja naprawdę potrafię przewidywać przyszłość. Pisząc to mam łzy w oczach, bo tak się podnieciłem. Już wyjaśniam. Otóż wczoraj śniło mi się, że w w Lublinie odbywały się wybory Miss World i prowadził się abp. Życiński. Siedząc sobie teraz przed moim kochanym komputerem i rzeźbiąc tego posta patrzę w tv i co widzę?! Życiński kazanie mówi! Przypadek? Nie sądzę.
Slipknot - Vermillion pt 2
Wszystko zaczęło się od tego, że moja dziewczyna zdradziła mnie i każdy o tym wiedział, tylko nie ja. Głupie uśmieszki, jakieś szepty między ‘znajomymi’ doprowadzały mnie do szału. Ona sama nie miała jakiś specjalnych wyrzutów sumienia.
Na szczęście ten fragment trwał dosyć krótko i już chwilę później stałem w białostockich lasach u boku z Johnnym Rambo. Misja była prosta – zabić (ludzi ;]). Przyczailiśmy się w jego Hummerze (który chwilę potem był już tylko motocyklem, by zamienić się na końcu w składaka (jakby tak siąść i przemyśleć to można by się dopatrzeć w tym metafory upadku lub… przejścia na zdrowy tryb życia). Zaczęło się, Johnny założył pułapkę, po wpadnięciu w którą nikt nie miał prawa przeżyć. Chcieliśmy się schować w bocznej drodze jednak została ona zablokowana przez… amerykańską straż pożarną. Bardzo ciężko było mi jechać z Johhnym na ramie roweru i pedałować pod górę.
Dojechaliśmy jednak do jakiejś górskiej miejscowości. Rambo nie był już Rambem, a został namaszczony na studenta historii. W długim szarym swetrze, okularach i przetłuszczonych włosach. Jadąc już na dwóch rowerach (!) spostrzegliśmy siedzącego na murze kapłana, który był de facto duchem. Ale wyglądał dość zdrowo. Celem pobytu w tej pipidówie było spenetrowanie starej cerkwi już dawno zresztą zamkniętej.
O dziwo w drzwiach był klucz. Weszliśmy do środka i nagle usłyszeliśmy jakieś głos, które wywoływały nasze imiona. Podeszliśmy do tabernakulom i dopiero wtedy ujrzeliśmy ludzi (w zasadzie zjawy) które przyszły do kościoła na mszę. Wyglądali jak normalni ludzie, tylko, że opacity mieli bardzo niskie (koło 20%) ;P. Zostawiliśmy rowery i zaczęliśmy iść na poddasze. Gdy szliśmy po schodach usłyszeliśmy cichutki odgłos organów. Na poddaszu było w zasadzie bardzo przytulnie. Pomijam fakt, że dołączył do nas jeszcze jeden chłopak. Bóg wie skąd się wziął, ale miał hallsy (o tym później). Zaczęliśmy penetrować zakamarki. Wszędzie były porozrzucane jakieś drewniane zabawki (taki peerelowski klimat). I nagle stało się coś strasznego. Syn nieżyjącego kapłana, który też w sumie do żywych nie należał zaczął szukać swojego ojca. I wszystko byłoby okey, gdyby nie fakt, że za swojego ojca brał każdego kto napatoczył się mu pod nogi. Zaczęliśmy poważnie srać w gacie. Nie mogliśmy się wydostać, bo wszystkie okna były zamknięte, a po schodach szedł ON. Siedliśmy pod ścianą nie wiedząc co dalej. Nagle Daniel wyjął paczkę hallsów i powiedział, że dzięki temu nie opęta nas zły duch. W sumie fajna sprawa, bo tak głupio jednego dnia dowiedzieć się, że Twoja dziewczyna przespała się z innym i zostać opętanym. Zjadłem, obudziłem się i zjadłem śniadanie..
Ostatnio byłaś jakaś taka… inna? Między nami nie układało się najlepiej od dłuższego czasu. Ciągle coś Ci nie pasowało. Nie pamiętam już dnia, w którym nie doszłoby między nami do jakiś zgrzytów. To chyba musiało się tak skończyć…
Pamiętam kiedy Cię poznałem. Byłaś jeszcze młoda, taka komercyjna. Podobały Ci się te wszystkie błyskotki, te jarmarczne bannery. Ale mimo tego zajrzałem wgłąb Ciebie i dostrzegłem niesamowite piękno. Takie czyste, jeszcze dziewicze. Pokochałem Cię od razu.
Spędziliśmy ze sobą tyle szalonych nocy. Czy pamiętasz jeszcze nasze pierwsze wspólne wejście na strony porno? Uwielbiałem ten Twój brak pruderyjności. Zmieniałaś się dla mnie, ciągle na lepsze. Wiedziałem, że chcesz mi się podobać. I podobałaś, jak żadna inna.
Gdy dowiedziałem się skąd pochodzisz, z krainy fiordów – rozpłakałem się i zaraz potem zacząłem uczyć się norweskiego. Jeg elsker deg!
Być może nie uwierzysz, ale to co było między nami wychodziło poza granice mojego (przepraszam, naszego) pokoju. Gdziekolwiek się nie znalazłem opowiadałem o Tobie. Robiłem to godzinami. Niektórzy zazdrośni ludzie mówili, że jesteś bardzo płytka, że inne mogą więcej. Pieprzyłem to.
Coś jednak pękło. Początkowo myślałem, że może jesteś chora, że coś Ci dolega. Gdy mówiłem do Ciebie, Ty nie reagowałaś, Twoje oczy były jak białe okienka. Przyprowadziłem nawet Pandę, bo ludzie we wsi mówili, że ona pomaga jak żadna inna. Niestety… tego nie da się wyleczyć. Po prostu przestało być Ci ze mną dobrze. Ciężko mi się z tym pogodzić, bo kochałem Cię jak nikt inny.
Żegnaj Opero. Nigdy nie zapomnę tego czasu, naszego czasu…
PS.
Czuję niezwykła pustkę gdy wracam do domu. Sprawiłem sobie rudego lisa, abym mógł choć w nieznacznym stopniu normalnie funkcjonować bez Ciebie Kochana.
Nine Inch Nails - Hurt
A więc dziś zaczynamy tydzień. Jakie to przygody spotkają mnie w trakcie tych 7 dni. Wiosna za oknem pozwala jakoś tak bardziej optymistycznie patrzeć na przyszłe godziny i dni he he.
Ja wiem, dawno nic nie napisałem, ale dziś wieczorem wyrzeźbię długiego posta. No bo ktoś chyba czyta tego bloga, nie?
A tak z innej beczki. Jest sobie taka para znajomych i gdy sobie o niej pomyślę to ta piosenka mi po głowie chodzi:
Endżoj