Jazda
Całkiem lubię jeździć samochodem, prowadzić go. Moja męskość wtedy przybiera na wadze. Zwłaszcza w nocy, gdy ruch jest znikomy, na światłach miga tylko pomarańczowa żarówa. No wiadomo jak jest.
Tego co zdarzyło mi się dziś, można śmiało nazwać przejawem kretynizmu i brakiem koncentracji.
Otóż, radośnie odpalam kluczyk w stacyjce, wrzucam sprzęgło, bieg (o, tatko na wstecznym zostawił) i jedziem na stare miasto. W sumie już ze 2 tygodnie nie prowadziłem, ale dziś jakoś wyjątkowo coś mnie w tyłek uwiera. Jakieś takie toporne to moje Sekundo. Niby jedzie, a tak jakby nie chciał, jak lekko hamulec naciskam, to ten coś za szybko zwalnia. Jednym słowem coś tu śmierdzi (a padlinę usunąłem spod kół, więc o co c’mon?).
I gdyby nie moje omsknięcie się ręki i zahaczenie o coś BEZCZELNIE WYSTAJĄCEGO to pewnie nieświadomy niczego wykonał bym rundę i wrócił do domu pełen obaw nad moją sprawnością w kierowaniu pojazdu.
Cóż takiego odstawało koło skrzyni zmiany biegów?
Michał z zaciągniętym ręcznym hamulcem przejechał pół miasta. Powiem Wam, że jak już go zwolniłem to tak jakoś lepiej mi się jechało………
Rafał powiedział(a),
maj 12, 2008 @ 7:55 pm
spoko
też mi sie 2 razy zdarzyło
skem powiedział(a),
maj 13, 2008 @ 8:04 przed południem
buhahahaahah