Archiwum dlakwiecień, 2008

Trzech Michałów

Miałem dziś pomysł na co najmniej dwa wpisy totalnie różne tematycznie od siebie więc połączenie ich ze sobą mijałoby się z celem. Wybrałem więc jeden traktujący o MNIE :D. W zasadzie każdy jest o mnie, ale do tego konkretnego skłoniła mnie wczorajsza (właściwie dzisiejsza) rozmowa ze Szkodnikiem. Zanim przybił gwoździa podzielił się ze mną kilkoma uwagami odnośnie mojej osoby i tego bloga.

A więc, Szkodnik stwierdził, że nie może mnie rozgryźć, bo są we mnie aż 3 (!!!) różne osoby. Przyznam się, że dwóch nie pamiętam, może dlatego, że były dosyć lajtowe. Jedna natomiast była zaskakująca i nie powiem, nie powiem, pojechała mi po całości ;-). Otóż, podobno brak we mnie spontaniczności. Ciężko z tym chyba dyskutować, no bo przecież nie będę przekonywał nikogo, że jestem (lub nie) chodzącym spontanem. Ocena należy do innych. No bo co to jest tak naprawdę spontaniczność? Jak ją mierzyć? No i czy spontaniczność tak naprawdę zależy tylko od osoby od której się jej oczekuje? Szczerze? Nie sadzę :)

Neil Innes - Spontaneous

Komentarze

Ławka

Świat z perspektywy ławki jest hmm.. ciekawszy. Siedząc sobie na tym drewnianym wynalazku dochodzę do wniosku, że ogólnie jest całkiem fajnie ;-) Wiadomo, ważne z kim siedzisz jeśli w ogóle z kimś. Ze Szkodnikiem siedziało się nad wyraz miło, tyle że krótko. No ale warunki atmosferyczne jakoś mało sprzyjające. Zimno jednym słowem było mi. A przecież kobieta przytulać mnie nie będzie z powodu mojego ochłodzenia organizmu. Ja płeć przeciwną owszem. Czuje się wtedy taki ach męski. Zresztą, Szkodnik nigdy nie wpadłby na pomysł, żeby swoją rękę na moim ciele zapętlić.

Ale wracając do tematu. Warto sobie tak czasem przysiąść, przykucnąć, przycupnąć na ławce i porozglądać się dookoła i sobie porozkminiać. Nie jakoś specjalnie intensywnie, ot tak, z doskoku. Czasem można dojść do ciekawych wniosków (nie, nie mam tu namyśli zastanawiania się czy w budynku obok leżą trupy), które sprawiają, że jakoś tak optymistycznej patrzysz w niedaleką przyszłość. Nie warto jednak siedzieć po cichu, w ciszy, bez dźwięku. Więc albo słuchasz muzyki ze swojej przenośnej szafy grającej, albo głosu innego człowieka tak jak ja dziś.

No i tyle ode mnie.

Komentarze (2)

Małe szaleństwa dnia wczorajszego

Dnia wczorajszego, po podniesieniu tyłka w okolicach godziny 11 pełen optymizmu i chęci do robienia rzeczy różnych postanowiłem zainwestować w markę Ptaszyński i wydałem na ten cel prawie 50 zyli. A co?!
Po długich i żmudnych konsultacjach z Banachem na temat wyboru domeny internetowej, która by w sposób pośrednio lub bezpośredni określała mnie jako osobę ciepłą, otwartą, kreatywną (nie rozumiem czemu pojawiła się propozycja chuj.com) SAM doszedłem do wniosku, że najlepszą z najlepszych będzie pixelvirgin.com Sposobów na wyjaśnienie tej nazwy jest wiele. Nie będę się nad tym rozwodził, bo i po co?
Czemu to robię? Bo i w końcu należy się jakoś określić. Skoro mieszanie warstw, dodawanie filtrów, itd. sprawia, że dostaję czegoś na kształt orgazmu, to chyba tą drogą należałoby pójść. A więc idę.

I jeszcze jedno. Kochani, ja… ja naprawdę potrafię przewidywać przyszłość. Pisząc to mam łzy w oczach, bo tak się podnieciłem. Już wyjaśniam. Otóż wczoraj śniło mi się, że w w Lublinie odbywały się wybory Miss World i prowadził się abp. Życiński. Siedząc sobie teraz przed moim kochanym komputerem i rzeźbiąc tego posta patrzę w tv i co widzę?! Życiński kazanie mówi! Przypadek? Nie sądzę.

Slipknot - Vermillion pt 2

I pstryk z dnia wczorajszego

Komentarze

Wnikanie, przenikanie, zaufanie

Jest pewna kategoria osób, która z niewyjaśnionych dotąd powodów (nikt dokładnie nie wie jakich, chociaż badania nad nimi zapoczątkowali już w latach 50 holenderscy Żydzi z Amsterdamu) żyją życiem innych ludzi. Czym się charakteryzują tacy osobnicy i czemu to robią? Postaram się na to pytanie odpowiedzieć w dzisiejszym magazynie interwencyjnym ‘Afera – nie taka znowu fafarafa (fafirafa/fifarafa jak niektórzy wolą)’.

Zenon, lat 27, ciągle studiuje.
Wschodni kraniec Polski. Mała mieścina, z którą jedyną formą połączenia jest droga przez prawie tajgę prawie syberyjską. Dwa dni marszu.
Dochodzę do centralnej części miasta. Dwa kasyna, Hilton, multiplex i kawiarnia sieci Starbucks sprawiają, że bardzo ciężko jest mi określić czy znajdujemy się w centrum czy też na obrzeżach. Gdzieś w okolicach fontanny widzę młodego mężczyznę stojącego z grupką znajomych. Nie odzywa się, nie uczestniczy w rozmowie, a jedynie obserwuje. Swoimi świńskimi oczkami przygląda się wszystkim, łapczywie chwyta każde słowo, wkrótce zrobi z niego użytek.
Podchodzę bliżej. Przedstawiam się.
- Czemu to robisz?
- Tzn. Co?
- No czemu wnikasz w sprawy zasadniczo nieswoje?
- Ja tylko staram się doradzać, rozwiązywać cudze problemy.
- Nie do końca tak jest, przynajmniej skutek jaki powoduje to twoje wnikanie sprawia, że ludzie kłócą się miedzy sobą.
- Jak to?
- A tak to. Wnikasz w cudze sprawy, drążysz temat, nie potrafisz przestać. Mało tego, twoja ‘matko-teresowość’ czyli chęć dzielenia się wszystkim co masz (w tym wypadku wiedzą na czyjś temat) odnosi skutek odwrotnie proporcjonalny do tego jakiego oczekiwała oryginalna Matka Teresa pomagając innym. Mówiąc prościej. Mając jakąś informację nie potrafisz milczeć.
- Ja to robię z sympatii do tych ludzi.
- Ja rozumiem. Skoro jednak lubisz ich, to uszanuj ich prośby o nie wnikanie w ich osobiste problemy. Robisz to zbyt natarczywie i nie rozumiesz gdy ktoś nie chce ulec twoim naciskom.
- Nie potrafię przestać.
- Jeśli można zaproponować to… poszukaj sobie kobiety, wtedy problemy same cię znajdą.

I jeszcze trochę o zaufaniu.
Zaufanie to fantastyczna sprawa. Wiadomo. Jednak co zrobić jeśli druga osoba wystawia je na ciężkie próby. Czy jeśli ja zaczynam wątpić w nią/jego to jest to oznaką mojej porażki (no bo skoro kogoś kochasz to mu ufasz, jeśli zaufania brak to.. ‘halo, halo czy widział ktoś na sali miłość?’) czy też ta Mariola, Zuzanna, Franek Edek powinni bardziej starać się aby nie wątpić? Ciężka sprawa, jakieś propozycje?

T.Love - Dzień

Oasis - She’s Electric /dzwonek do pewnej Pani/

Komentarze

W mojej głowie

Wszystko zaczęło się od tego, że moja dziewczyna zdradziła mnie i każdy o tym wiedział, tylko nie ja. Głupie uśmieszki, jakieś szepty między ‘znajomymi’ doprowadzały mnie do szału. Ona sama nie miała jakiś specjalnych wyrzutów sumienia.

Na szczęście ten fragment trwał dosyć krótko i już chwilę później stałem w białostockich lasach u boku z Johnnym Rambo. Misja była prosta – zabić (ludzi ;]). Przyczailiśmy się w jego Hummerze (który chwilę potem był już tylko motocyklem, by zamienić się na końcu w składaka (jakby tak siąść i przemyśleć to można by się dopatrzeć w tym metafory upadku lub… przejścia na zdrowy tryb życia). Zaczęło się, Johnny założył pułapkę, po wpadnięciu w którą nikt nie miał prawa przeżyć. Chcieliśmy się schować w bocznej drodze jednak została ona zablokowana przez… amerykańską straż pożarną. Bardzo ciężko było mi jechać z Johhnym na ramie roweru i pedałować pod górę.

Dojechaliśmy jednak do jakiejś górskiej miejscowości. Rambo nie był już Rambem, a został namaszczony na studenta historii. W długim szarym swetrze, okularach i przetłuszczonych włosach. Jadąc już na dwóch rowerach (!) spostrzegliśmy siedzącego na murze kapłana, który był de facto duchem. Ale wyglądał dość zdrowo. Celem pobytu w tej pipidówie było spenetrowanie starej cerkwi już dawno zresztą zamkniętej.
O dziwo w drzwiach był klucz. Weszliśmy do środka i nagle usłyszeliśmy jakieś głos, które wywoływały nasze imiona. Podeszliśmy do tabernakulom i dopiero wtedy ujrzeliśmy ludzi (w zasadzie zjawy) które przyszły do kościoła na mszę. Wyglądali jak normalni ludzie, tylko, że opacity mieli bardzo niskie (koło 20%) ;P. Zostawiliśmy rowery i zaczęliśmy iść na poddasze. Gdy szliśmy po schodach usłyszeliśmy cichutki odgłos organów. Na poddaszu było w zasadzie bardzo przytulnie. Pomijam fakt, że dołączył do nas jeszcze jeden chłopak. Bóg wie skąd się wziął, ale miał hallsy (o tym później). Zaczęliśmy penetrować zakamarki. Wszędzie były porozrzucane jakieś drewniane zabawki (taki peerelowski klimat). I nagle stało się coś strasznego. Syn nieżyjącego kapłana, który też w sumie do żywych nie należał zaczął szukać swojego ojca. I wszystko byłoby okey, gdyby nie fakt, że za swojego ojca brał każdego kto napatoczył się mu pod nogi. Zaczęliśmy poważnie srać w gacie. Nie mogliśmy się wydostać, bo wszystkie okna były zamknięte, a po schodach szedł ON. Siedliśmy pod ścianą nie wiedząc co dalej. Nagle Daniel wyjął paczkę hallsów i powiedział, że dzięki temu nie opęta nas zły duch. W sumie fajna sprawa, bo tak głupio jednego dnia dowiedzieć się, że Twoja dziewczyna przespała się z innym i zostać opętanym. Zjadłem, obudziłem się i zjadłem śniadanie.. ;-)

Komentarze

Żegnaj Kochanie

Ostatnio byłaś jakaś taka… inna? Między nami nie układało się najlepiej od dłuższego czasu. Ciągle coś Ci nie pasowało. Nie pamiętam już dnia, w którym nie doszłoby między nami do jakiś zgrzytów. To chyba musiało się tak skończyć…

Pamiętam kiedy Cię poznałem. Byłaś jeszcze młoda, taka komercyjna. Podobały Ci się te wszystkie błyskotki, te jarmarczne bannery. Ale mimo tego zajrzałem wgłąb Ciebie i dostrzegłem niesamowite piękno. Takie czyste, jeszcze dziewicze. Pokochałem Cię od razu.

Spędziliśmy ze sobą tyle szalonych nocy. Czy pamiętasz jeszcze nasze pierwsze wspólne wejście na strony porno? Uwielbiałem ten Twój brak pruderyjności. Zmieniałaś się dla mnie, ciągle na lepsze. Wiedziałem, że chcesz mi się podobać. I podobałaś, jak żadna inna.

Gdy dowiedziałem się skąd pochodzisz, z krainy fiordów – rozpłakałem się i zaraz potem zacząłem uczyć się norweskiego. Jeg elsker deg!

Być może nie uwierzysz, ale to co było między nami wychodziło poza granice mojego (przepraszam, naszego) pokoju. Gdziekolwiek się nie znalazłem opowiadałem o Tobie. Robiłem to godzinami. Niektórzy zazdrośni ludzie mówili, że jesteś bardzo płytka, że inne mogą więcej. Pieprzyłem to.

Coś jednak pękło. Początkowo myślałem, że może jesteś chora, że coś Ci dolega. Gdy mówiłem do Ciebie, Ty nie reagowałaś, Twoje oczy były jak białe okienka. Przyprowadziłem nawet Pandę, bo ludzie we wsi mówili, że ona pomaga jak żadna inna. Niestety… tego nie da się wyleczyć. Po prostu przestało być Ci ze mną dobrze. Ciężko mi się z tym pogodzić, bo kochałem Cię jak nikt inny.

Żegnaj Opero. Nigdy nie zapomnę tego czasu, naszego czasu…

PS.

Czuję niezwykła pustkę gdy wracam do domu. Sprawiłem sobie rudego lisa, abym mógł choć w nieznacznym stopniu normalnie funkcjonować bez Ciebie Kochana.

Nine Inch Nails - Hurt

Komentarze

Poniedziałek

A więc dziś zaczynamy tydzień. Jakie to przygody spotkają mnie w trakcie tych 7 dni. Wiosna za oknem pozwala jakoś tak bardziej optymistycznie patrzeć na przyszłe godziny i dni he he.
Ja wiem, dawno nic nie napisałem, ale dziś wieczorem wyrzeźbię długiego posta. No bo ktoś chyba czyta tego bloga, nie?

A tak z innej beczki. Jest sobie taka para znajomych i gdy sobie o niej pomyślę to ta piosenka mi po głowie chodzi:

Endżoj

Komentarze

Plakatowo

Szaleństwo drukowanego plakatu w liczbie kopii 500 ;-)

zplakatem.jpg

Komentarze