Archiwum dlagrudzień, 2007

Mini mini spotkanie klasowe [podstawówka]

s4.jpg s2.jpg s1.jpg s5.jpg

5,5 roku po skończeniu gimnazjum wpadliśmy (no dobra, Paulina) na genialny pomysł, aby się spotkac. Michał sie trochę upił ;)

Komentarze

Goście z Poznania

Komentarze

How to Irritate People

Lista najbardziej irytujących mnie rzeczy/spraw:
1. Zbyt mało seedów na torrencie.
2. Spóźnianie się na spotkania.
3. Brak papieru toaletowego w wc na wydziale.
4. Wchodzenie do zatłoczonego autobusu z plecakiem na plecach, a nie w ręku.
5. Rozmowy o polityce.
6. Wydawanie reszty z zakupów nie do ręki, a na tą podkładkę.
7. Wmawianie mi, że jestem nerwowy. A nie jestem!
8. Kawałów opowiadanych przez wykładowców.
9. Dostawanie na święta wierszyków z życzeniami.
10. Zaczynanie i nie kończenie.

Komentarze (2)

Życzenia

„I żebyś się w końcu ożenił”.
„.. no i dziewczyny dobrej”.
„ile lat? 21? oj, to ja już w Twoim wieku ślub brałam”.
„Szybko się żeń, bo popatrz na brata”.

… i tak kilka razy do roku.

Komentarze (1)

2007

2007To był dziwny rok. Zaczął się cholernie źle, a kończy… chyba nie najgorzej. Te 365 dni to czas, w którym spotkałem wielu naprawdę dobrych ludzi (ludzi bez których nie wyobrażam sobie dnia, którzy mnie inspirują, do których mam przeogromny szacunek), a wyjątkowo mało tych złych. 2007 rok to jednocześnie okres wielu inicjatyw [ESN, kategoria B;)] jak i siedzenia na tyłku i nie robienia nic [wiwat wakacje].
Być może wyolbrzymiam trochę, ale w tym mijającym roku zapukała to drzwi [na razie po cichutku, nieśmiało] dorosłość/większa dojrzałość. I tak naprawdę nie przejawia się ona w jakiś wyjątkowy sposób. Świadczą o niej mało znaczące drobiazgi i sposób patrzenia na codzienne sprawy i te trochę odleglejsze. Ale 21 lat to chyba odpowiedni moment na to aby zacząć rzeźbić swoje życie z większą precyzją i uwagą, hm?
Nie można nie wspomnieć o tym, że w 2007 przegapiłem mnóstwo różnego rodzaju okazji/spraw, których naprawianie jest znacznie trudniejsze niż chwytanie ich w locie.

Więc… mimo wszystko to był dobry rok, w pewien sposób przełomowy, zwłaszcza jego druga połowa, ale na koniec zawsze zostaje to co najlepsze :]

Komentarze

Janko Muzykant

Jeżeli istnieje na świecie jakaś rzecz, która potrafi sterować moim umysłem to jest to bez wątpienia muzyka. Szarpnięcia strun, naciśnięcia klawiszy czy uderzenia w werbel sprawiają, że mój punkt postrzegania aktualnych wydarzeń zmienia się o180 stopni. Trochę enigmatycznie? Już wyjaśniam. Muzyka w moim życiu istnieje od zawsze. Każdy okres mojego jestestwa naznaczony jest przez jakieś dźwięki – takie zdjęcia z dzieciństwa. A przecież nie ma bata żeby się nie uśmiechnąć lub nie popłakać oglądając obrazy ze starych lat. Rozumiecie? Czy nie?
Inną kwestią jest fakt, że łatwiej mi wyrażać to co w mojej głowie poprzez teksty zawarte w różnych piosenkach. Ot, taka przypadłość. Dlatego jeżeli kiedyś mój Szanowny Czytelniku dostaniesz mejla, a w załączniku odnajdziesz kawałek Archive – Fuck U to będziesz wiedział jak sie do tego ustosunkować ;).
Dziwna to w sumie sprawa i nie do końca tak znowu fajna. Pół biedy jak pod igłę wskoczą nuty przypominające mi o pozytywnych wydarzeniach, znacznie gorzej jest gdy z moich 5.1 wydobywa się jakiś hartbrejker, który właściwie nim nie jest, ale mój mózg zakodował sobie, że przy tych dźwiękach nie wywołujemy negatywu tylko zostawiamy go takim jakim jest.

A na deser dwa wybitne albumy do ściągnięcia. Pierwszy z nich to debiutancka płyta Toma Waitsa – Closing Time z 1973 roku idealna do słuchania w łóżku. Druga, jeszcze starsza, bo z lat 40. i 50. autorstwa pewnej pani o imieniu Billie Holiday. Klimaty jak z filmu o Al Capone.

Tom Waits - Closing Time
Waga - 47MB
Czas - 37:06
Download

Billie Holiday - Lady Sings The Blues
Waga - 82MB
Czas - 1:10:59
Download

I garść klipów:
Puffy Ami Yumi and Tokyo Ska ParadiseOrchestra - Hazumu Rizumu

Stone Sour - Zzyzx Rd.

Tom Waits - Grapefruit Moon

Muse - Butterflies and Hurricanes

Komentarze

Wyjątkowy dzień

Dwa ważne komunikaty:
1. Stanik obchodzi dziś swoje setne urodziny. Życzymy wszystkiego najlepszego. Artykuł do poczytania - http://moda.gazeta.pl/moda/1,83455,4771663.html
2. Również dziś ocbodzimy Dzień Światowego Orgazmu. Co prawda akcja odbyła się o 7:08 rano, ale spóźnialscy też są mile widziani. Więcej na ten temat - http://www.kaset.pl/2007/12/06/podwojny-globalny-orgazm-22-grudzien/

I tylko żal człowieka łapie, że wszyscy już powyjeżdżali do domu na święta ;P

Komentarze

Wigilia

A wczoraj była wigilia, taka nasza, wewnątrz partyjna. Chociaż jakby to Kuba zapewne stwierdził komuniści wigilii nie obchodzą, jednak my postanowiliśmy zrobić na przekór i było przewspaniale. Plan był taki, aby kulturalnie posiedzieć przy suto zastawionym świątecznym stole, pośpiewać kolędy, napić się SYMBOLICZNIE wina i rozejść do domu. Plan planem, a wyszło ciut inaczej. Wcale nie mówię, że gorzej. Ba! O niebo lepiej.

Poniżej prezentuję film, na którym nasze Panie śpiewają ‘Cichą noc’. Serce się kraja, że takie talenty się marnują. Dobrze, że chociaż mi udało się nagrać kilka sekund ich występu, w przeciwnym wypadku świat by o nich nigdy nie usłyszał. Zresztą sami oceńcie.

A tu link do zdjęć ze spotkania - ptaszynski.info/wigilia
PS. Pierwsza w moim studenckim życiu impreza, z której mam tak poprawne foty. Co prawda pewien elf wykasował kilka kompromitujących, ale ogólnie rzecz ujmując to była kuuuultura.

Komentarze

List do Jedynej

Droga Kiełbaso,
Poznaliśmy się prawie 4 miesiąc temu. Wrzesień był pięknym miesiącem, miesiącem w którym tak wiele się wydarzyło. Pamiętam to jak dziś. Na początku było nas mało, jedynie 3 osoby, i Ty. Taka piękna, niewinna. Byłaś chyba dziewicą. Nie przedstawiono nas sobie. W zasadzie to nawet nie wiem jak się nazywasz, co lubisz, jaki jest Twój ulubiony kolor, czy sypiasz na brzuchu, plecach czy może na boku. Widzieliśmy się tylko przez chwilę, lecz ta chwila zmieniła moje życie.
Czy pamiętasz jak to było? Bo ja tak. Stałem wtedy w przedpokoju, w mieszkaniu o różowej elewacji. Ty byłaś w kuchni, leżałaś sobie w lodówce. Nie czepiam się tego, widocznie to lubisz. Mnie np. kręcą trolejbusy podjeżdżające na przystanek. W każdym razie… ktoś otworzył drzwi od Twojego domu i zbyt szybko je zamknął. Nie przeczę, zacapiło ostro. Ale pytam, czemu całą winę za ten smród zwalono na Ciebie?! Potem wydarzenia potoczyły się już w ekspresowym tempie. Ktoś brutalnie owinął dłoń wokół Ciebie, wyjął z lodówki i zamknął na balkonie. Nie mogłem nic zrobić, chociaż chciałem. Uwierz mi. Pisząc to mam łzy w oczach. Byłem bezsilny. Chciałem tę noc spędzić z Tobą, przytulić, pogłaskać Cię, ale upiłem się i nie byłem w stanie zawiązać butów. Alkoholizowałem się, bo brakowało mi Ciebie.
Kiełbaso, jesteś wszystkim co kiedykolwiek miałem.
Dwa miesiące później wbiłaś mi nóż w serce. Spotkałaś kogoś, a w zasadzie to ktoś spotkał Ciebie. Na początku listopada na balkonie odwiedził Cię ten cholerny Kiełbas. Byłem przy tym. Widziałem jak się poznajecie. Miałem kłopoty z oddychaniem.
Wiem, że jesteś z nim szczęśliwa. My nie mieliśmy tej szansy aby się poznać lepiej.
Myślę o Tobie za każdym razem otwieram lodówkę i widzę inne Kiełbasy. Ale one nie są takie jak Ty. Miałaś w sobie coś co sprawiało, że byłaś wyjątkowa. Interesowałaś się filmem, lubiłaś Chopina, a one? Dla nich jedyną przyjemnością jest smarowanie się keczupem lub musztardą.
Kończę ten list. Mam nadzieję, że Kiełbas jest dla Ciebie dobry, że spłodzicie mnóstwo małych kabanosków.

Twój po wsze czasy Michał

PS.
Nie potrafiłem się odnaleźć w tym świecie bez Ciebie. Zostałem wegetarianinem.

Komentarze

Wpis maksymalnie pozytywny ;-)

Dziś był faaaajny dzień. Robiliśmy fryty, po których niektórzy czuli się jakby byli pijani. Frytów było od groma – 3kg + pół litra gównianego tłuszczu.

I tak w skrócie:
Jacek:
- usilnie pragnął dotknąć brzucha Mery
- zrobił krowie frytki
- dużo bekał
Mery:
- uciekała przed Jackiem
- wyleciało jej z głowy, że w języku polskim występują samogłoski
- zawodowo obiera kartofle
Aga:
- obraziła mojego Kajtka
- założyła jakiś medalion próbując mi wmówić, że teraz będzie grzeczna
- marudziła, że frytki podaliśmy na zielonym papierze toaletowym
- ma zajebiaszczą różową bluzkę /z kotem, żeby nie było/
Ja:
- walczyłem dzielnie z ziemniakami
- tańczyłem z Jackiem walca wiedeńskiego
- próbowałem udusić Agę

PS.
Post dedykuję pewnej osobie, która twierdzi, że moje blogowe wypociny są zbyt pesymistyczne ;-)

Komentarze

« Poprzednie wpisy