Archiwum dlalistopad, 2007

Szyfrujemy / Łamiemy kody

Zycie na podsluchuMóc znaleźć się w czyjejś głowie, czytać jego myśli, przewidywać jego zachowania. Fajna sprawa, nie? Niestety niewykonalne, a szkoda, bo przecież tak wiele tracimy na niedomówieniach. Problemy sprawiają nam niewypowiedziane myśli, ’szumy’ w komunikacji, dystans, itd.
Nie bez powodu dziś o tym piszę. Właśnie skończyłem oglądać GENIALNY film ‘Życie na podsłuchu’. Tak, przyznaję, byłem niedobry dla tej nielegalnej kopii, bo przez kilka miesięcy zwyczajnie ją ignorowałem. Kiedy ten niewielki 696 megowy pliczek krzyczał „Włącz mnie, nie zostawiaj mnie samego pomiędzy ‘Człowiekiem z księżyca’, a ‘Det Sjunde Inseglet’”, ja skutecznie robiłem na niego siusiu. Ale nadszedł w końcu ten dzień, w którym niemiecka fonia i wizja wraz z polskimi napisami opowiedziały mi niesamowitą historię. Nie będę jej streszczał, bo w internecie znajdziecie mnóstwo recenzji i opisów na jej temat, ale na zachętę powiem jedynie tyle, że ostatni film, który oglądałem z takimi wypiekami na twarzy był Eksperyment produkcji… niemieckiej. Nie wiem czemu, ale współczesna kinematografia naszych zachodnich sąsiadów strasznie mnie podnieca i sprawia, że coraz intensywniej zastanawiam się nad zmianą imienia i nazwiska na Michael Zugvogel. I żeby jeszcze było śmieszniej to podczas pisania tego posta w głośnikach leci Robert Schumann.
Ojoj… potraktujcie kochani poprzedni akapit jako jeden wielki nawias, bądź zdanie podrzędne do akapitu numer jeden. Z tego rozpędu zapomniałem wyjaśnić skąd ten dzisiejszy wstęp. Tak siedząc i sącząc herbatę zaparzoną z już wcześniej używanej torebki Vitaxu naszła mnie pewna genialna myśl. Skoro nie mogę wejść do czyjejś głowy (hm, czy głowa jest za mała czy ja za duży?) to może by tak zakupić aparaturę szpiegowską, pozakładać podsłuchy, kamery i.. i idę się myć :)

Komentarze (3)

Skarpety są okey

Przychodzi w życiu każdego mężczyzny taka chwila, że musi KOMUŚ wyprać bieliznę. Naprawdę, ciężko było mi się przemóc. ‘Ja mam myć czyjeś skarpety? W życiu!’. Ale jak wspomniałem, ten moment w końcu nadszedł.
Pewnie zastanawiacie się jak to wszystko się odbyło, co czułem, z jakimi problemami przyszło mi się zmierzyć, itd.
Kajtek i soxy

Pierwszą czynnością do której przystąpiłem było namierzenie mojej ofiary, która jak się za moment miało okazać spała snem kamiennym. Była to w zasadzie najłatwiejsza część całej misji. Pewnym ruchem, lecz z dużą dozą ostrożności ściągnąłem te małe fetysze z tych małych łapek i bezszelestnie dotarłem do łazienki. Byłem już w środku gdy coś mnie podkusiło, żeby zerknąć na te fikuśne agnieszkokocie skarpetki zanim przystąpię to prania. Kochani, no w życiu nie widziałem tak zapuszczonych pięt, a o palcach to ja nie wspomnę. No po prostu koszmar. Ale myślę sobie ‘Dobra Michał, raz się żyję, niech mają, niech wiedzą jakim jestem dobrym człowiekiem. Niech się przekonają do jakich rzeczy jestem zdolny’. I się zaczęło. W jednej ręce skarpetka w drugiej ładne mydło. Szuru i szuru i się pieni i zaczyna pachnieć.

Przyglądam się tej jednej. Wącham. Jest idealnie czysta. Ale została jeszcze druga. Z tą jest nieco trudniej. Mam już mniej siły w ręku. Zaciskam zatem żeby i powtarzam czynności. Z moich rąk zaczyna lecieć krew. I nagle nie wiem skąd na moje zakrwawione dłonie spada solniczka! Ból jest nie do zniesienia, lecz ja prę do przodu. Tracę przytomność. Po chwili ją jednak odzyskuję i ostatkami sił czołgam się do kaloryfera i rozwieszam pranie.

Jest już po wszystkim. Siedzę teraz przy biurku pijąc Jogurt pitny o smaku truskawy i zastanawiam się czy na pewno dobrze robie siedząc z mokrym łbem przy otwartym oknie. Ale to już temat na zupełnie inną historię…

Komentarze

Hydraulik od zaraz

W sumie nawet nie wiem co mam napisać, ale jakiś wewnętrzny głos mówi mi ‘truj’. :)
To dosyć zabawna sytuacja aczkolwiek na dłuższą metę męcząca. Gdy jednego dnia jesteś w stanie unosić się 30 centymetrów nad ziemią, to kolejne 24h sprawiają, że grawitacja jest dziś znacznie silniejsza i nie możesz oderwać kolan od podłoża.
Okey, wiele zależy od podejścia do życia – jak silnym strumieniem moczu potrafimy oblać to co nas irytuje. Niestety, dziś najwyraźniej moja prostata zwiększa swoją objętość uniemożliwiając mi potraktowaniem odpowiednią dawką płynu tych i innych problemów. A mówiąc prościej i dobitniej – rura z gównem pękła i oblała mnie w moim własnym domu. Najsmutniejsze jest też to, że niezależnie od tego jak trwały materiał byś zastosowała/zastosował to nie ma bata – i tak się spieprzy.

Cóż więc na to ja? A no niewiele. Niefajne w tym wszystkim jest również to, że poprzez złą kanalizację domową wiele tracą moi znajomi i tym samym ja tracę ich. Bo takie zdarzenia niestety nie pozostają bez wpływu na mój nastrój.

Więc drogi czytelniku, jeżeli kiedykolwiek będziesz w takiej sytuacji skorzystaj z zamieszczonej niżej listy piosenek, dzięki którym skutecznie pogłębisz swój i tak kiepski humor.
Fiona Apple – Sullen Girl
Antimatter – Mr. White
Archive – Nightmare is Over
Nine Inch Nails – Home
Muse - Ruled by Secrecy
Imogen Heap – Hide and Seek

Ściągnij pakiet małego samobójcy

Tyle na dziś ode mnie. Pooglądam sobie Prison Break’a, a potem po zastanawiam się nad zdarzeniami przyszłymi niepewnymi, czyli co by było gdyby było. A jak to mi się znudzi, to znowu zostanę gwiazdą rock i zagram koncert dla 50 tyś. Ludzi… w mojej głowie oczywiście.

Komentarze

Ja bardzo przepraszam

… ale mam mega kaca i… i… i nie potrafię nic konstruktywnego napisać.

A mam Wam tyle do opowiedzenia. Bo gdzie ja nie byłem! Co ja nie robiłem! Jutro dostaniecie to na co czekacie od kilku już dni.

Komentarze

Pani z telewizji

A więc co dziś mamy? Dziś mamy wtorek. Kolejny dzień, w którym gadu-gadu pieprzy moją cierpliwość i w którym mój żołądek jest ściśnięty do granic możliwości.

Czy coś jeszcze? A owszem. Wracając dziś do swojej hacjendy z dłuugich zajęć i rozmyślając o tym i o owym postanowiłem sprawdzić mejla. Bardziej z przyzwyczajenia niż w oczekiwaniu na jakiś konkretny list. Wśród kilku odebranych wiadomości, jedna zwróciła moją szczególną uwagę, bo wydała mi się.. spamen. Już miałem ją usunąć, gdy coś podkusiło mnie by ją jednak otworzyć.

Powiem Wam kochani, że takie wiadomości chciałoby się dostawać codziennie. Już 3 rok z rzędu listopad obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń. Zapewne zżera Was ciekawość co było w tym mejlu. Już tłumaczę: a więc, pewna pani z niejakiego kanału Kino Polska zapytała czy nie zgodziłbym się [zupełnie przypadkiem ;-)] na emisję filmu „Za mała” w tworzonej właśnie przez nich telewizji internetowej. Zresztą nie tylko o tą produkcję ma chodzić, ale i o jakieś inne projekty, w których brałem udział. Cholernie fajna sprawa. Ale nie dojechałem jeszcze do przystanku na 3 Maja [a startowalem pod LO Staszica] gdy wzięło mnie na małą refleksję.

Od prawie roku, nie zrobiłem zupełnie nic. Ileż można spijać śmietanę jednego ’sukcesu’? Pomysły są, osoby chętne do współpracy również, a ja to olej kujawski. Tak sobie jednak myślę, że trzeba w końcu siąść na dupie i coś zrobić. Czasu będę miał teraz aż nadto, więc dobrze by było jakoś to wykorzystać.

Dziś tak bez jaja, tak na poważnie ;-)

Komentarze

Nico

Dziś cały dzień zastanawiałem się o czym by tu skrobnąć. Ranek nudny jak cholera. Przynajmniej na ładną dziewczynę w autobusie popatrzyłem. Popołudnie spędzone na spaniu i piciu kawy, a wieczorem.. też marzłem:). Więc mamy godzinę 12 w nocy i jednoznacznie mogę stwierdzić, że nie wydarzyło się dzis nic co nadawałoby się do publicznego pokazania. Chociaż jakby się tak uprzeć, to mógłbym wspomnieć o zbyt nagrzanym Solarisie, o tym, że zaopatrzyłem się w zestaw First Aid Kit - antypot lub nawet o tym, że po paru miesiącach założyłem mój fajowy sweter.

Ale nie napiszę o tym dziś. A wiecie czemu? Bo to uwłaczałoby mojemu talentowi!

Pieprzę, wiem. Ale cóż, nie warto być księdzem :]

Komentarze

Poszukiwania skarbu

Bywają w życiu każdego z nas takie chwile, że chcemy czegoś tak bardzo, a nie możemy tego dostać. Jesteśmy wtedy w stanie zrobić bardzo wiele, aby to osiągnąć. Tak też było dziś i ze mną. Obudzony przez poranne promyki słońca i zapach parzonej kawy, pełen optymizmu i radości postanowiłem udać się do łazienki celem wyszczotkowania kłów. Niestety, już w momencie wygrzebywania się spod pierzyny przypomniałem sobie, że nie posiadam szczoteczki do zębów! Ktoś ukradł? Uciekła? Nie, spoczywa na zlewie w pewnym mieszkaniu na pewnej ulicy u pewnej pani.

Ale dobra, jako, że jestem niebywale rozgarniętym i spokojnym mężczyzną, postanowiłem przyatakować okoliczne sklepy i kupić nie aż tak bardzo luksusowy produkt. Oh młodzieńcza naiwności! Przecież dziś 11 listopada = punkty handlowe zamknięte. Myślicie, że się poddałem? Że usiadłem w kącie i zacząłem płakać? Nie! Zdecydowanym ruchem zawiązałem najpierw jedną sznurówkę, potem drugą, nałożyłem pelerynę, słuchawki do uszu wsadziłem, uzbrojony w banknot z kółeczkiem wyszedłem szukać skarbu.

Nie tak daleko, bo jedyne 50 metrów od mojej hacjendy mieści się mały sklepik zwany Bratkiem (kiedyś nazywał się Keram). Stanąłem w kolejce i cierpliwie czekam na swoją kolej. Ludzie stojący przede mną kupowali produkty przeróżne, od Kinder Jajka po czekoladki na wagę i piwo. Ale oto proszę państwa zbliża się czas na mnie, moje 5 min! ‘Dzień dobry, czy są szczoteczki do zębów?:D’ ‘Szczoteczki?! Nie..’ ‘;(’.

Powiem szczerze, byłem przygotowany na taką ewentualność. Dlatego pełen werwy z dobrą muzyką w uchu udałem się na Safari. Idę i idę, a wiatr rzuca mną od drzewa do drzewa. Wrony dziobią kawałki gleby dookoła mnie, jakiś sympatyczny pan lump pyta o papierosa. Ja jednak prę do przodu. Po iluś tam minutach marszu za horyzoncie wyłania się upragniona, umiłowana stacja paliw (zwana niekiedy benzynową). Lekko nieufny, trochę nieśmiały przekraczam próg i i i… i co? I gówno!

Wracać do domu? Poddać się po zaledwie dwóch porażkach? Byłbym sobą gdybym tak zrobił, ale dziś chciałem być Brucem Willisem. Więc idę dalej. Dochodzę do rozwidlenia dróg, którą zatem wybrać? Skręcić w prawo i dojść do miejsca gdzie prawdopodobnie znajduje się Apteka Całodobowa? Czy zahaczyć o Orlen skręcając w lewo? Praca na benzyniaku zawsze mnie intrygowała, kojarzyła mi się z dobrobytem, z luksusem, z przepychem. Wybrałem lewicę. Droga przede mną wydawała się niemożliwa do pokonania. Góry, wąwozy, dzikie psy, wygłodniałe ptaki. Lecz ja z każdą minutą, z każdym dniem marszu przybliżam się do miejsca gdzie mogę spotkać tą jedyną, to ukochaną. Jest naprawdę zimno. Herbata w termosie skończyła się już kilka godzin temu o jedzeniu nie wspomnę. Gdy traciłem juz nadzieję w oddali ujrzałem nieostre kształty jakiegoś budynku. Na jego szczycie widniał napis Orlen. Czy mi się wydaję czy naprawdę jestem już u kresu mojej podróży. Przyśpieszam, chcę jak najszybciej znaleźć się tam. Jacyś ludzie krzyczą ‘nie idź!’ ‘zawróć!’. Jestem już na parkingu, wchodzę, patrzę. Same oleje, smary, batony. Ale… widzę podpaski, dobry znak, znak niebios. Podchodzę bliżej, ten zapach, nie zapomnę go nigdy. Jeeeeeeeeeeeest. Nie wiem co zrobić, czy śpiewać, czy tańczyć, czy poprosić jakąś dziewczynę o podrapanie mnie za uchem. Podejrzliwie rozglądam się na około. Chwytam ją w rękę. Stoję już w kolejce. Ale co się dzieje. Coś jest nie tak! Gdy przyszła moja kolej pan kasjer odchodzi od lady i zaczyna robić cholerne hot dogi! I nagle.. anioł, nie widzę jej lecz słyszę ten głos ‘poproszę do kasy’. Kładę szczoteczkę, kładę banknocik. “Tylko szczoteczka?:)” “Tylko:)”.

Mam już w kieszeni to czego pragnąłem. Przede mną długa droga powrotna. Nie wiem kiedy znowu znajdę się w ciepłym mieszkaniu. Ale to nie jest istotne. Ważne jest to, że osiągnąłem swój cel, zdobyłem skarb.

Poniżej prezentuję dwa zdjęcia z naszego pierwszego stosunku doustnego.

Radość! Radość

Komentarze

Pierwszy śnieg w nowym sezonie ;)

Co jak co, ale takie chwile należy uwietrzniać. Całe dwa zdjęcia zrobione z mojego gniazda szpiegowskiego:
Zima - poczatek 01  Zima - poczatek 02

Komentarze

DJs Are Not Rockstars

Płyta przefajna. Jedno godzinny set, grupy DJ’ów z Nowego Jorku na którego składa się 17 kawałków. Na płycie znalazły się piosenki takich wykonawców jak chociażby Miss Kittin czy The Doors, ale oczywiście ostro zmixowane. Ja tam nie wiem, co nie? Ale ten krążek powinien być dołączany w sklepach wielkopowierzchniowych w przypadku gdy liczba zakupionych czipsów i piwa przekracza normę, co sygnalizowałoby pani kasjerce zbliżającą się imprezę ;)

Download

Komentarze

Bez pseudonimu

Słowem wstępu: blog będzie miał bardzo luźny charakter, a to z tego względu, że już wielokrotnie wpadałem w zastawioną przez siebie pułapkę pisania postów zbyt wylewnych i obsmarowujących innych. Więc tu, w tym miejscu pieprzu nie będzie, bo i po co? :) Także, życzcie powodzenia, bo choć raz chce skończyć to co zacząłem.

A tak poza tym. Wczorajsza noc i poranek przyniosły wiele zaskakujących i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Absurd sięgał szczytu. Momentami miałem wrażenie, że zza długich zasłon wychyli się głowa John’ego Cleese’a. Wtedy mógłbym odetchnąć z ulgą, że to całe zamieszanie to tylko kolejny skecz Monty Python’a.
Jak mogłem przypuszczać tak niestety nie było, a jedynym sprzętem do rejestracji obrazu była mała cyfrowa mydelniczka firmy niewiemjakiej.
I jeszcze jedna refleksja. Im jestem starszy tym więcej słów mnie śmieszy i doprowadza do spazmatycznego śmiechu. Ukłon w stronę Kamila, który sprawia, że zwykły wyraz, taki jak np. baton nabiera jakiegoś specyficznego wydźwięku. Spróbujcie sami! Powtórzcie trzy razy pod rząd słowo baton, a zobaczycie, że mimowolnie się uśmiechniecie!

Komentarze (2)